Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda i Zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda i Zdrowie. Pokaż wszystkie posty

25 maja 2012

Recenzja przyspieszacza wysychania lakieru ;) Golden Rose Quick Dryer Spray

Wszystkie kobiety malujące paznokcie, znają ten ból, gdy przez pierwsze kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt minut po nałożeniu lakieru na paznokcie nie można zrobić NIC. Teraz już nauczyłam się pisać na klawiaturze, tak żeby nic nie zniszczyć, więc ten krytyczny czas spędzam pisząc nowe notki lub oglądając seriale. Ale jak nie daj boże, trzeba zrobić coś innego... I tutaj z wybawieniem przychodzą różne wysuszacze-przyspieszacze. Jednego takiego dostałam jakiś czas temu do testowania od Golden Rose dzięki portalowi Uroda i zdrowie.

Według producenta:
Spray przyśpieszający wysychanie lakieru do paznokci Golden Rose Quick Dryer Spray został wyprodukowany specjalnie, aby zapobiec rozmazywaniu niewyschniętego lakieru na paznokciach i plamienia ubrań. Chroni przed powstawaniem zarysowań lub smug na pomalowanych paznokciach. Zapewnia szybkie wysychanie lakieru, nie powodując matowienia koloru. Dzięki zawartości olejków ze słodkich migdałów i pestek winogron, zmiękcza i nawilża skórki wokół paznokci.

Według mnie:
Wprowadzenie: Przetestowałam go na 5 różnych lakierach, w tym tylko jednym Golden Rose. Na każdym sprawdził się tak samo. Nie ma żadnego wpływu na trwałość lakieru. A no i przypominam, że zawsze nakładam dwie warstwy lakieru.

Quick Dryer Spray jak sama nazwa sugeruje jest w spray'u. Atomizer się nie zacina i wystarczy zrobić jedno-dwa psiknięcia na każdą dłoń, około 30 sekund po pomalowaniu paznokci. Ale tutaj uwaga, nie radzę psikać tym gdziekolwiek, bo jest baaardzo tłusty i można zrobić sobie, albo meblom bubę ;) Najlepiej robić to nad umywalką (jak ja ;)), nad niepotrzebną reklamówką lub gazetą.

Jak już mamy takie obtłuszczone palce, też trzeba jeszcze chwilkę odczekać, a następnie można wetrzeć resztę produktu w skórki. Jak już mówiłam, Quick Dryer Spray jest bardzo tłusty, więc siłą rzeczy trochę je nam nawilży i sprawi, że chociaż przez jakiś czas będą wyglądać lepiej. Ale nie należy go traktować, jako produkt pielęgnacyjny do skórek, co to to nie.

Lakier faktycznie po chwili staje się odporny na zarysowania i odgniecenia, jednak tylko te delikatniejsze. Jakby wysychał z wierzchu, pod spodem wciąż pozostając mięciutkim. Więc jak mocniej o coś niechcący skrobniemy, wciąż może się zniszczyć. Ale moja największa zmora, odgniecenia na pościeli, po Quick Dryerze nie występują ;D


Ogólnie produkt jest dobry. Miałam podobny spray z Avon i ten oceniam lepiej. Duuużo ładniej pachnie (migdałami ;)) i nie wysusza skórek. Jednak jak będę na szybko potrzebować, dokładnie wysuszonego lakieru (sytuacje typu zaraz wychodzę z domu), sięgnę raczej po przyspieszacze wysuszania w formie lakieru (które często jeszcze przedłużają trwałość lakieru, a ten nie). Spray będzie na przyspieszanie do chodzenia po domu ;)

Golden Rose Quick Dryer Spray kosztuje około 18zł, za 55ml. Można go kupić TU, albo na stoiskach z kosmetykami Golden Rose.

23 maja 2012

Recenzja Golden Rose Pearl Gloss Lipgloss Vitamin E

Dzisiaj recenzja błyszczyka Golden Rose Pearl Gloss Lipgloss Vitamin E, który dostałam do testowania od Golden Rose dzięki portalowi urodaizdrowie.pl


Według producenta: 
Pearl Gloss Lip Gloss, który pokryje usta intensywnym kolorem, a srebrzyste mikroperełki zmysłowo je uwydatnią. Kombinacja najwyższej jakości pigmentów oferuje ustom elegancki połysk. Przemyślane połączenie głębokiego koloru pomadki i wielowymiarowego blasku błyszczyka daje zadziwiający, trójwymiarowy efekt rozświetlania ust.


Dzięki innowacyjnej formule Pearl&Shimmer Gloss Lipgloss tworzy na ustach lekki film, który zapewni "efekt  nieklejących" się ust. Zawarte Witamina E i masło Shea nawilżają, zregenerują i zagwarantują ochronę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.

Według mnie:
Błyszczyk dostajemy zapakowany w złoty kartonik. Jak już go wyjmiemy, widzimy małe, plastikowe opakowanie, z lekką talią ;) Aplikator w formie podłużnej, spłaszczonej gąbeczki, bardzo mi odpowiada. Z opakowania wydobywa się właśnie tyle błyszczyka ile potrzeba na jedną aplikację. Pachnie jak żelki w kwaśnej posypce ;D Nie ma smaku.


Mój kolor ma nr 3. W buteleczce to taka pomarańczka, może trochę koral. Na ustach kolor jest bardzo delikatny, czego nie można powiedzieć o milionie złotych drobinek. Chociaż to w sumie nie są drobinki, bardziej taki złoty pyłek. W dodatku bardzo przyjacielski pyłek, mający tendencję do zbierania się w grupki, w załamaniach ust, dzięki czemu po starciu się błyszczącej warstwy błyszczyka (że tak to nazwę ;)) zostają mi na ustach piękne złote kreski. Koszmar.


Błyszczyk się nie klei, a na ustach trzyma się przeciętnie. Bez jedzenia tak 2-3 godzinki. Za to drobinki chętnie zostają na dłużej wrrrr...

Obietnice kontra rzeczywistość
intensywnego koloru nie ma
zadziwiający efekt jest, ale zadziwiający w złym sensie :P
faktycznie się nie klei
nawilżenie, hmm... no nie wysusza

Czyli byłoby nawet ok, gdyby nie drobinki ;) Cena błyszczyka to 14,90zł.

14 maja 2012

Lakier Golden Rose PARIS

Może pamiętacie, że udało się załapać do testów kosmetyków Golden Rose, za pośrednictwem portalu Uroda i zdrowie. Czas na pierwszą recenzję:

GOLDEN ROSE PARIS NAIL LACQUER
Według producenta:
Wysokiej jakości seria lakierów do paznokci. Produkt ten jest wzbogacony substancjami przedłużającymi trwałość manicure. Lakier nadaje połysk. Dostępny w bogatej i modnej kolorystyce.

kolor przekłamany, ale widzicie problematyczną zakrętkę :P

Produkt nie zawiera formaldehydu, toluenu, dbp i kamfory.

Według mnie:
Buteleczka ma 11ml i rysuneczek z Wieżą Eiffla (a wiecie, że mam słabość do wszystkiego co francuskie ;)) . Przez tą chudą, długą nakrętkę jakoś trudno mi się ją odkręca, ale za to dobrze się maluje. Do pędzelka nie mam żadnych zastrzeżeń, nawet udało mi się niepomaziać skórek. Sukces.


Jedna warstwa zostawia prześwity, toteż na zdjęciach widzicie dwie. I o ile pierwsza warstwa schnie szybciutko, to z drugą już trzeba chwilę poczekać. Ale bez tragedii, wystarczy kilka minut ;)

Trzyma się standardowo, 3-4 dni bez odprysków (bez top-coatu).


Mój lakierek ma nr 95. Kolor bardzo mi się podoba. Uwielbiam takie koralowe pomarańczki. Zwłaszcza latem (ładnie pasują do opalenizny ;)), a to już przecież za niedługo.


Za te 5,50zł, bo tyle właśnie kosztuje np. o TU, jak najbardziej warto go kupić. Wybór kolorów jest wieeelki, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Lakier ma brata bliźniaka w postaci błyszczyka, ale o nim innym razem ;)


6 maja 2012

Marion, Mleczko chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury

Wśród kosmetyków, które otrzymałam do testów od portalu Uroda i Zdrowie, znalazło się także Mleczko chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury, firmy Marion. No i już na wstępie pojawił się problem, jak to to zrecenzować. Nie tykam moich włosów ani prostownicą, ani lokówką, a suszarką jakieś 5 razy w roku. Już się chciałam poświęcić dla dobra nauki i wygrzebać suszarkę z otchłani szafki, gdy przyszło olśnienie: wykorzystam moją współlokatorkę! :D


Tak sobie pomyślałam, że jest idealnym króliczkiem doświadczalnym, bo:
a) suszy włosy suszarką po każdym myciu
b) nie używa żadnych odżywek, masek, nic a nic (dziwne, ale prawdziwe ;))
c) widzę ją (więc jej włosy też ;)) każdego dnia, od kilku lat, więc stwierdziłam, że jak coś się zmieni, to zauważę.
Trochę pomarudziła, ale w końcu zgodziła się pomóc.

Według producenta:
 
Mleczko stworzone specjalnie do ochrony włosów narażonych na działanie wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki. Unikalna formuła zawiera kopolimery, które pozostawiają na włosach specjalny film zabezpieczający włosy przed wysuszeniem, dzięki czemu stają się one mocniejsze i łatwiej się rozczesują.
  • nadaje włosom zdrowy wygląd i jedwabisty połysk
  • zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów
  • włosy są  miękkie i bardziej elastyczne

Według mnie:
No dobra, ostatecznie sama też użyłam to to kilka razy, co by osobiście opisać walory zapachowe i takie tam ;)

Mleczko znajduje się w  150 ml tubie, zamykanej na klapeczkę, więc nie trzeba nic odkręcać mokrymi łapkami. Łatwo wydobyć tyle produktu ile potrzebujemy. Mleczko ma jak dla mnie konsystencję klasycznej odżywki. Spodziewałam się, że będzie rzadsze, a jest w sam raz. Pachnie bardzo przyjemnie, jak mleczko kokosowe. Zapach nie utrzymuje się na włosach po zmyciu. Ani mi, ani mojej anonimowej testerce (w skrócie AT ;P) mleczko nie obciążyło włosów. Zgodnie z obietnicą producenta nie puszyły się, ani nie elektryzowały. Po moich włosach w sumie nie było widać poprawy wyglądu (no tylko baby hairki mniej odstawały ;)), ale u AT faktycznie było widać różnicę na plus. Z tym, że no ona zwykle NIC takiego nie używa, więc możliwe, że cokolwiek innego też by zrobiło różnicę.

A co do głównego zadania mleczka, czyli ochrony przed wysoką temperaturą, to raczej nie da się tego jakoś sensownie ocenić. Chyba, że bym sobie połowę włosów prostowała z mleczkiem, a drugą połowę bez. I to przez kilka miesięcy :P W każdym razie miło wierzyć, że to działa. No ja, jak już wspominałam, staram się nie męczyć moich włosków żadnym ciepłem, więc jak już byłabym zmuszona, to na pewno z jakąś ochroną.

Dla zainteresowanych, w serii można znaleźć jeszcze Serum i Mgiełkę:

26 kwietnia 2012

Golden Box, czyli pudełeczko pełne dobroci od Golden Rose

Z pewnością zauważyłyście mały wysyp Golden Boxów ;) Tak, tak mi też udało się załapać do testów kosmetyków Golden Rose. Byłam wśród 5 dziewcząt wybranych za pośrednictwem portalu Uroda i zdrowie, więc w tym miejscu podziękowanie i dla Golden Rose i dla Urody i zdrowia <dyg> ;)

A oto i paczka:


Uwielbiam takie pudełeczka i na pewno go nie wyrzucę. Będzie nowym domkiem dla moich lakierów ;)

W środku trocinki iiii...


Dużo, duuużo dobroci ;)


Każda z wybranych blogerek, otrzymała do wypełnienia ankietę, dzięki której kosmetyki są świetnie dopasowane do naszej urody. I gustu.

Najbardziej spodobał mi się koralowy duecik: lakier i błyszczyk. 


Od jutra zaczynam dzielnie wszystko testować, możecie być pewne, że recenzje pojawią się niedługo na blogu.

17 kwietnia 2012

Recenzja: Marion, Oliwkowy balsam do ciała

Pod koniec marca otrzymałam za pośrednictwem portalu Uroda i Zdrowie paczuszkę z kosmetykami do testów od firmy Marion.  Wśród innych dobroci, znalazł się także Oliwkowy balsam do ciała, który wam tu zaraz zaprezentuję i zrecenzuję ;)

Według producenta:

Marion, Oliwkowy balsam do ciała, skóra sucha i normalna
Doskonale wchłaniający się balsam skutecznie zapobiega wysuszeniu skóry, pozostawiając ją gładką i elastyczną. Receptura oparta została na bazie oliwy z oliwek, która zawiera cenne witaminy, minerały i kwasy tłuszczowe. Zawarty olej ze słodkich migdałów delikatnie natłuszcza, zmiękcza i wzmacnia barierę ochronną skóry. Kompleks witamin A, E, H i B5 zapewnia skórze optymalne nawilżenie, czyniąc ją aksamitną w dotyku. Efekt - skóra doskonale nawilżona i wygładzona.


Według mnie:
Opakowanie jest proste, białe, z rysuneczkiem oliwek. Zamykane na klapeczkę. Łatwo wydobyć z niego dokładnie tyle kosmetyku ile potrzebujemy. Pojemność balsamu to 200 ml. Cena - około 7zł.

Balsam jest biały i ma dość rzadką, wodnistą konsystencję, co początkowo było dla mnie dziwne, bo zimą używałam samych maseł i gęstych kremów (długie mazianie, długie wchłanianie, no rozumiecie ;)), ale teraz już się przyzwyczaiłam i całkiem mi się to podoba, że wystarczy się raz dwa posmarować, odczekać parę sekund i wszystko jest ładnie wchłonięte. Do jednej aplikacji wystarczy użyć niewielką ilość kosmetyku, będzie więc pewnie bardzo wydajny.

Trochę się bałam jaki będzie miał zapach, a to dlatego, że nie lubię oliwek (delikatnie mówiąc...). Na szczęście balsam pachnie mleczkiem kokosowym. Przynajmniej ja mam takie właśnie skojarzenie. Nie jest zbyt intensywny, ani nie utrzymuje się długo na ciele (no chyba, że się mocno wwąchać. ale we mnie nikt się raczej nie wwąchuje :P), ale przy aplikacji jest bardzo przyjemny.

No i efekty. Moja skóra jest bardziej normalna niż sucha i jak na moje potrzeby marionowy-oliwkowy balsam jest w zupełności wystarczający. Skóra jest nawilżona, gładka i taka milusia w dotyku. Nic tylko się głaskać ;) Nie mam jednak pewności, jak poradziłby sobie z bardziej przesuszoną skórą.

Podsumowując, Marion obiecał:
Doskonałe wchłanianie - i jest,
Skórę gładką, elastyczną, optymalnie nawilżoną i aksamitną w dotyku - i tak właśnie jest,
Delikatne natłuszczenie - baaardzo delikatne. Na pewno nie jest to typowa tłusta warstwa, którą sobie zwykle wyobrażamy. Na mnie się bardzo ładnie wchłania i zostawia jedynie taki połysk zdrowej skóry, że tak to nazwę ;). Bez żadnych obaw można się ubrać, krótką chwilę po aplikacji.

W oliwkowej serii Marion, znalazły się też dwa peelingi, do ciała i do twarzy.

Kosmetyki Marion dość trudno dostać w drogeriach, ale może miałyście okazję używać któryś z ich oliwkowych kosmetyków?