Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Placebo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Placebo. Pokaż wszystkie posty

24 listopada 2011

Sia lubi złych chłopców...

Krąży nowy, gorący tag, dzięki któremu możecie sie dowiedzieć do których to facetów wzdychają polskie blogerki. Dzisiaj moja kolej.

Zasady:
1. Napisz kto Cię otagował.

Mnie tagnęła stri-linga. To właśnie przez nią cały dzisiejszy dzień oglądałam zdjęcia przystojniaków, zamiast się uczyć. Dziękuję ;)
2. Wymień dziesięciu mężczyzn, których uważasz za najbardziej atrakcyjnych, a swój wybór krótko uzasadnij.
3. Zataguj dziesięć osób i powiadom je o nominacji.
Co by nie siać za dużego zamętu, otaguję trochę mniej niż 10 osób.

Do zabawy zapraszam:
hatsu-hinoiri http://bottle-of-happiness.blogspot.com/
Shinodkę http://monochromatyk.blogspot.com/
Zoilę http://zzzoila.blogspot.com/
Cat Girl http://19catgirl92.blogspot.com/
MadAsAHatter http://as-a-hatter.blogspot.com/
ilovemakeup http://glamourlovemakeup.blogspot.com/
i Kamyczka http://kamykowyswiat.blogspot.com/
oczywiście jeśli macie ochotę ;)

Ok, to zaczynam. Na wstępie informuję, że zadanie okazało się trudniejsze, niż się wydaje. A już ustalanie kolejności to horror... Ale za to wyszukiwanie zdjęć, to sama przyjemność :D

Foty wybrałam raczej słodkie i urocze, a nie hot i mrrau, żeby nikogo nie porazić ich boskością i żeby każdy mógł spokojnie czytać tę notkę przed 22.

Miejsce 10 - Robert Downey Jr.


Od kiedy pamiętam, mam do niego wielką słabość. Na kilka lat mu się zniknęło, bo wpadł w narkotyki, ale na całe szczęście teraz powrócił. Cholernie dobry aktor, z wielką charyzmą i poczuciem humoru. Na mnie działa ;)

Miejsce 9 – Jamie Dornan


Moja współlokatorka go uwielbia, więc po prostu musiał pojawić się w tym zestawieniu. Jamie jest modelem i aktorem, ma też własny zespół. Ale to nieważne, spójrzecie tylko na to zdjęcie. Słoooodziaaaaak <3

Miejsce 8 – Brandon Boyd


Wokalista zespołu Incubus. Facet ma wyjątkowy dar, wyglądania w każdej fryzurze absolutnie bosko. Na prawde. Och, w gimnazjum go kochałam. To były dobre czasy... Parę lat minęło, ale Incubus wydali w tym roku nową płytę, więc może czas wrócić do wzdychania Brandona ;)

Do posłuchania : http://www.youtube.com/watch?v=fgT9zGkiLig
http://www.youtube.com/watch?v=K_bQ80xZNwI

Miejsce 7 - Jonathan Rhys-Meyers


Kolejna z moich miłości z czasów wczesnej młodości. Nie pamiętam jak go odkryłam, chyba na jakiś zdjęciach po prostu, bo wcześniej był modelem. To jego spojrzenie psychopaty zahipnotyzowało mnie na kilka ładnych lat. Później kariera zaczęła mu sie coraz ładniej rozkręcać. Zagrał np. króla Henryka VIII w genialnym serialu Dynastia Tudorów i główną rolę męską w filmie Woody’ego Allena Wszystko gra. A teraz niestety przechodzi smutny etap depresji i nałogów. Mam wielką nadzieję, że tak jak Robert Downey Jr, jakoś sobie z tym poradzi i wyjdzie na prostą.

Miejsce 5 i 6 – Tu jest dwóch panów – Jude Law i Ewan McGregor. Uznałam, że skoro się przyjaźnią, to nie można ich rozdzielać.


Jude absolutnie ma w sobie to coś, co na mnie działa. A równocześnie potrafi być mega wkurzajacy. Ostatnio byłam w kinie na Contagion i życzyłam jego bohaterowi śmierci, jak mało komu :P Ale seksowny to jest, oj jeeest....

Za to Ewana uwielbiam bezwarunkowo. Każdy film w którym gra oglądam po kilka razy. No i boże, słyszałyście jak on śpiewa?! Nic tylko się zakochać. Podejrzewam jednak u Ewanka lekki ekshibicjonizm, bo w jakiś 80% filmów w których zagrał, jest chociaż jedna scena w której jest zupełnie nagi.

Miejsce 4 - Norman Reedus


Uwaga, osobiste wyznanie – mam jego plakat nad łóżkiem. Norman jest aktorem. Może nie jakimś wybitnym, ale obejrzałam już jakąś połowę jego aktorskiego dorobku i żyję. I chcę więcej. Teraz np. zabija zombiaki w serialu The Walking Dead. Warto dodać ciekawstkę, że najczęściej zabija je z kuszy ;) Norman był mężem supermodelki Heleny Christensen, którą też bardzo lubię, więc ciężko mi się pogodzić z tym że się rozstali. Ale mają syna, więc urośnie kolejne pokolenie przystojniaków... Norman długo był też modelem. A teraz, oprócz grania w filmach, jest wielofunkcyjnym artystą: malarzem, rzeźbiarzem, fotografem i reżyserem w jednym. A ja lubię takich kreatywnych chłopców, więc zasłużył na te 4 miejsce.

Miejsce 3 - Alexander Skarsgård


Tu jest ciekawa historyjka, bo wcale nie ujrzałam Alexandra po raz pierwszy w True Blood, tylko jakieś dwa lata wcześniej w internecie. Byłam zwyczajnie ciekawa jak wygląda sześcioro dzieci Stellana Skarsgårda (teraz już ma siedmioro ;P). Już wtedy Alexander przykuł moją uwagę, ale nie był jeszcze taki boski jak teraz. Idąc tym tropem, można założyć, że z każdym kolejnym rokiem będzie jeszcze cudowniejszy. Jeśli to w ogóle możliwe.

Miejsce 2 - Damon Albarn


Prawdopodobnie największy pracoholik na tej liście. Damon, oprócz tego że jest przystojy i uroczy, jest wokalistą zespołów Blur (mego najulubieńszego), Gorillaz (taaak, ten animowany ludzik to on) i The Good, the Bad and the Queen (<3). W wolnych chwilach nagrywa też solo, z Massive Attack I wieloooma innymi artystami. I skomponował już dwie opery. Ehee, takie prawdziwe opery. Co by nie nagrał, zawsze jestem zachwycona, czyli razem z 2 miejscem na liście przystojniaków, można mu też od razu przyznać tytuł mojego osobistego geniusza muzycznego.

Miejsce 1 – Johnny Depp


Nie ma zaskoczenia. Trzeba uczciwie przyznać, że Johnny jest najseksowniejszą męską istotą chodzącą po naszej planecie. Tego nie trzeba tłumaczyć, to po prostu widać.

Moi wybrańcy wybrańcy mają wyjątkową zdolność do łączenia się w grupki. I tak np. w tej scenie, z filmu Octane, Jonathan odgryza język Normanowi ;) http://www.youtube.com/watch?v=2bwDejnh8Pc

A już totalnym arcydziełem, nagranym chyba specjalnie dla mnie, jest film Velvet Goldmine. Główne role grają w nim Ewan McGregor, Jonathan Rhys-Meyers, Christian Bale, a i Brian Molko z Placebo się załapał na epizodzik. Idealnie.


Zdjęcia pochodzą ze stron:

23 listopada 2011

Piosenka dnia: Johnny Depp & Vanessa Paradis - Ballade de Melody Nelson

Na potrzeby tego posta zakładam, że 95% kobiet kocha Johnny'ego Deppa. A zresztą... Ja kocham, a to wystarczy ;)

Specjalnie dla was mam dzisiaj piosenkę, którą nagrał ze swoją życiową partnerką Vanessą Paradis.
Może najpierw posłuchajcie, a później poczytajcie ;)

Johnny Depp & Vanessa Paradis - Ballade de Melody Nelson



Fajne, fajne prawda? Może mało tam Johnny'ego, ale jeeest ;) 

Piosenka ta to cover, nagrany specjalnie na płytę  From Gainsbourg To Lulu, która będzie zbiorem piosenek francuskiego Serge’a Gainsbourga, w wykonaniu takich artystów jak np.  Iggy Pop, Marianne Faithful, Rufus Wainwright, Shane MacGowan, czy właśnie Vanessa i Johnny. Scarlett Johansson też się załapała.


Pomysłodawcą projektu jest Lulu Gainsbourg, syn Serge’a . Spokojnie, chłopina nie musi żyć z imieniem Lulu, to tylko zdrobnienie od Lucien. Lulu się nawet całkiem przyjaźnie prezentuje ;)


I tak jak tatuś i przyrodnia siostra Charlotte (aktorko-piosenkarka), postanowił zająć się muzyką.

Tutaj dla porównania możecie sobie posłuchać Ballade de Melody Nelson w oryginalnym wykonaniu Serge’a.



Pan Serge Gainsbourg to cholernie fascynująca postać. Bardzo, bardzo polecam się zapoznać z jego twórczością. I film o jego życiu też polecam http://www.filmweb.pl/film/Gainsbourg-2010-497247 bo wyjątkowo dobrze się go ogląda. I słucha ;) 

A na deser jeszcze ta sama piosenka, w mojej ulubionej swego czasu wersji, słuchanej kilka lat temu całymi nocami, autorstwa zespołu Placebo.



Zdjęcia pochodzą ze stron:
http://www.closermag.fr/content/61478/lulu-gainsbourg-johnny-depp-est-sans-doute-le-pere-que-jai-recherche
http://www.universalmusic.pl/plan.id_7160

16 listopada 2011

Something Rotten, czyli recenzja lakieru Mollon

Mollon Cosmetics, Nail Lacquer – Lakier do paznokci z ekstraktem z bambusa


Według producenta:
Regenerująca formuła lakierów oparta na naturalnym ekstrakcie z bambusa. Zawarte w nim krzemionka i proteiny są doskonałym środkiem na zdrowe i piękne paznokcie. Aktywne składniki zawarte w lakierze:
wzmacniają i utwardzają płytkę, przyspieszają wzrost paznokci, przedłużają trwałość lakieru.
Lakiery nie zawierają kamfory, toulenu i formaldehydu - składników szkodliwych lub mogących wywołać uczulenia.

Według mnie:
Pędzelek – nie za duży, nie za mały; podobno ma 560 włosków, ale nie liczyłam ;)
Konsystencja  – lakier dobrze się rozprowadza, nie smuży, kryje po dwóch warstwach, schnie przeciętnie, mogłoby być lepiej.
Trwałość – 3-4 dni bez odprysków. Poległ dopiero przy szorowaniu nagrobków,ale w sumie trudno wymagać, żeby przeszedł tę próbę ;)
Kolor – zwie się Rotten Green, a wcale nie wygląda na zgniły. Bardzo, baaardzo ciemna zieleń, dla niespostrzegawczych pewnie czerń. W 12ml buteleczce widać, że ma maluteńkie drobinki, na paznokciach wygląda na kremowy. 


I tak sobie chodziłam, myśląc że to krem, aż nagle wyszło słońce i tadaaam pojawiły się drobinki. Malutkie, dyskretne, bardzo ładne. A w cieniu nadal mam krem ;) 

(wybaczcie pomalowane skórki, ale bardzo się spieszyłam ze zdjęciami, żeby złapać promienie słońca ;) musiałam wam pokazać drobinki ;))


Jestem bardzo zadowolona z tego kolorku, bo jest raczej rzadko spotykany.

Zresztą w ogóle wybór kolorów tych lakierów jest całkiem ciekawy – 23 odcienie, każdy z własnym numerkiem i nazwą (lubię jak lakiery mają nazwy ;))


Lista sklepów w których dostępne są kosmetyki Mollon jest TUTAJ.

Oficjalne zdjęcia i informacje pochodzą ze strony http://molloncosmetics.com.pl


Przy okazji powraca "piosenka na zakończenie". Może ktoś jeszcze pamięta, 
w początkowych postach zamieszczałam linki z piosenkami,
które w jakiś sposób skojarzyły mi się z treścią notki. 
Później jakoś to zanikło... Ale dzisiaj aż się prosi ;)